Już połowa lipca – jak ten czas szybko leci.

Jestem zakochana w pracy naukowej! Minął już tydzień praktyk, zostały jeszcze 3, ale chyba resztę część wakacji poświęcę wizytom na Zakładzie (kij, że jest to Zakład Fizjologii i Biochemii Roślin), być może uda mi się wkręcić również na Zakład Mikrobiologii i/lub Immunologii =} I chyba przez tę całą otoczkę badań i pytań nie jest mi przykro, iż lekarzem nie będę. Chyba wreszcie odnalazłam swoje miejsce. Miejsce i studia, które w pełni mnie satysfakcjonują, z dnia na dzień coraz bardziej. Wcześniej pojawiały się wątpliwości, psychiczne wykończenie czy też druga skrajność: euforia. W końcu przekonałam samą siebie, że nie ma co biegnąć za „marzeniem” (które spadło już do niższej rangi), którego nie mogę spełnić, gdy tak na prawdę jestem zadowolona z tego co robię, czego się uczę. Gdy tak na prawdę rajcuje mnie to wszystko. Nawet ekologia i botanika zdały się być ciekawsze i bardziej pasjonujące. Ta cała sytuacja jest o tyle dziwna, jakby ktoś przełączył jakiś przycisk z „medycyna” na „biologia!”. Nagle (?), z dnia na dzień przestało mnie obchodzić to, że znowu niewiele poprawiłam maturę, że się nie dostałam. A niech to! TU jest mi dobrze i chyba dobrze się stało, że jest tak a nie inaczej.

Ustosunkowałam się również do Politechniki. Czasami, i owszem,  było tak źle jak opisywałam nie raz w notkach. Niemniej chyba w głównej mierze trochę przesadzałam, bowiem zdawałam sobie sprawę, że to nie było miejsce „przeznaczone” dla mnie, że w sumie NIGDY nie brałam uczelni technicznej pod uwagę, bo zawsze mą „karierę studencką” przesłaniały mi klapki z napisem: medycyna. Pamiętam, że strasznie narzekałam na II semestr, w którym między innymi miałam grafikę inżynierską (odsyłam do notki z dnia 24 Lutego 2010), ale z perspektywy czasu, to były chyba jedne z lepszych zajęć na PK :} Zadania MOODLE’owskie nauczyły mnie myśleć, ćwiczenia z obu chemii dały mi możliwość rozwiązania niemal każdego zadania związanego z chemią, jedynie czego nie lubiłam i do tej pory nie polubiłam to programowanie. Może dlatego, że tak na prawdę nikt nie potrafił mi tego jakoś logicznie wytłumaczyć, a może ja już miałam na wszystko za przeproszeniem wyjebane. Bo powiem szczerze, że nawet nie podeszłam do II sesji, bo byłam przekonana, że stamtąd ucieknę, że nigdy nie wrócę i że dostanę się na wymarzoną medycynę. Mówiąc szczerze: straszliwie teraz tego żałuję. No, ale od października mam szansę rekompensaty, bowiem II kierunek wybrałam właśnie na polibudzie, z tym, że na innym wydziale, niż ten, na którym byłam pierwotnie. Teraz jest to decyzja w pełni świadoma, moja i tylko i wyłącznie moja. Mam nadzieję, że zmienię status politechniki ze „Znienawidzonej uczelni” na coś zgoła innego i że nie będę tak dużo narzekać ;)

 

A weekend spędzam we Wrocławiu, w którym nie byłam już ładnych kilka lat ;) A w sierpniu być może gorąca Hiszpania? :)