„Fundament ciała wyżera mdła krew…”

Słuchając sobie kapelki Milczenie Owiec robię kolejne zadania z chemii i nieśmiało stwierdzam, ze idą mi coraz lepiej : ) Istnieją takie działy, których za cholerę zajarzyć nie potrafię i nie wiem czy ktoś będzie umiał mi to wbić młotkiem :X Przede mną jeszcze trochę czasu do matury, która mam nadzieję pójdzie mi lepiej niż poprzednia.

Od czasu do czasu wpadam w głęboki dół i brnę w niego coraz głębiej i głębiej, nie mogąc, czy też nie chcąc, się z niego wydostać. Raz wydaje mi się, że dam radę, poprawię maturę i będę studiować to co chciałam studiować przez całe życie – medycynę. Drugi raz myślę o sobie jako o totalnej idotce, porażce, która mnie czeka. Myślę sobie wtedy "Przecież jest tyle kandydatów/kandydatek na te studia. Zapewne większość z nich jest lepsza ode mnie." i o dziwo to mnie zawsze podnosi na duchu. To jak walka dwóch osobowości. Jedna wątpi w sukces, druga gani pierwszą i krzyczy, że musi w siebie uwierzyć. Nakazuje pierwszej, by zakasała rękawy do pracy i nie poddawała się. Ta druga póki co zwycięża, ale jak długo? Mam nadzieję, że zawsze będę miałą taki zapał, który towarzyszy mi teraz. Że nigdy nie stracę tej woli walki.

Nad biurkiem mam pełno poprzylepianych karteczek z różnymi informacjami, najczęściej dotyczącymi chemii i biologii. Zaniedługo braknie mi miejsca : P Trzeba by było także pomyśleć o takich karteczkach z fizyki. Bądź co bądź zadeklarowałam się, że ją poprawię. Tylko póki co mam ją totalnie w miejscu, gdzie krzyż swą szlachetną nazwę kończy. Ktoś musiałby mi dać kopa, by zająć się i nią.

A oto moje dwa ulubione utwory Milczenia Owiec:

Trening

Właśnie wróciłam z treningu i załamuję ręce nad moją kondycją. Przepłynęłam dzisiaj tylko 2050 metrów i stąd kilka wniosków:

  1. Obrastam w tłuszcz – trzeba jak najszybciej go spalić!
  2. Koniec ze słodyczami!
  3. Muszę znowu się zmuszać by ćwiczyć "Aerobiczną szóstkę Weidera"

Może wtedy uda poprawić mi się kondycję.

Dzisiaj zamiast pochłaniać wiedzę z chemii, pochłonęłam dwie książki:
"Granice szaleństwa" Alex Kavy
"Gross-Rosen – Obóz koncentracyjny na Śląsku" Mieczysława Mołdwa

Nie chce mi się pisać recenzji (zresztą nigdy nie byłam w tym dobra), więc przepiszę recenzję wydawnictwa: "W grobowej ciszy opuszczonego kamieniołomu w Connecticut ktoś ukrywa swoje brudne tajemnice, które odsłaniają głebie ludzkiej deprawacji. Tajemnice, które przypadkiem w końcu wychodzą na jaw.
Agentka specjalna Maggie O’Dell właśnie miałą rozpocząć zasłużone wakacje, kiedy dostała telefon od swojej przyjaciółki, psycholog Gwen Patterson. Jedna z pacjentek pani doktor, niejaka Joan Begley zaginęła podczas podróży do Connecticut. Czy Maggie mogłaby wyjaśnić, co się stało z Joan?[...]"

Druga książka jak sam tytuł wskazuje jest opowieścią autora o obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. W książke zamieszcozne są plany obozu oraz jego zdjęcia. Jeśli ktoś interesuje się taką tematyką, to powinien po nią sięgnąć.

Ja tu "pissu, pisu" a chemia mnie woła : )

Nadchodzi chwilka o biologii i świętach słów kilka.

Ostatnio mam coraz częściej wrażenie, że gonię z tym materiałem z biologii, aby dotrzeć do moich ulubionych działów, tj. anatomii człowieka, biochemii i genetyki. Konczę właśnie zoologię i zamiast się skupić na powtarzanym materiale, moje myśli krążą wokół kosteczek szkieletu człowieka, budowy zwiążków organicznych- białek, kwasów nukleinowych, układów, cykli, krzyżówek genetycznych itd. Mam nieodpartą ochotę zostawić te cztery grupy systematyczne zwierząt i przejść do meritum sprawy : ) Te wszystkie płazy, gazy, ptaki i ssaki idą mi jak przysłowiowa "krew z nosa". Pocieszam się jedynie myślą, że jeszcze tylko to i nastanie to na co czekałam – biochemia! : D

Człowiek już na początku grudnia jest uświadamiany o nadchodzących świętach. Wchodzisz do marketu, słyszysz w głośnikach różne Jingle Bellsy i tym podobne pierdółki, widzisz szalejących po sklepie rodziców, usiłujących jak najmniejszym kosztem zakupienie jak największej liczby prezentów dla swoich pociech. Dla mnie święta są rodzajem odskoczni od pracy, szkoły. Jednakże mogłyby w ogóle nie istnieć : )

O proszę ja zamiast jakiś Jingle Bells wolę posłuchać sobie Kaczmarskiego o!

Oto co towarzyszy mi przy nauce : )

Apocalyptica – The Unforgiven

Chwila refleksji.

Co prawda lekarzem jeszcze nie jestem, ale mam
nadzieję nim być. Chciałam nazwać tego bloga troszeczkę inaczej, ale
nie chciałam być z kolei oskarżona o plagiat czy coś Stąd nazwa dr Lena.

Przede mną jeszcze długa droga, aby największe marzenie się
spełniło. Jednakże nie przejmuję się tym i z głową podniesioną do góry
każdego dnia zasiadam przed książkami i wbijam młotkiem wiedzę, po to
by poprawić maturę i osiągnąć swój wyznaczony cel. Ktoś może zapytać:
po co? Przecież dostałaś się na inne kierunki. Tak, to prawda, ale moja
chęć zostania lekarzem jest tak ogromna, że poza medycyną nie istnieje
nic innego.

Zatem, jest to pora by zakasać rękawy do pracy i usiąść ponownie przed niosącymi wiedzę książkami z biologii, chemii i fizyki.