Bardzo dawno tu nie gościłam. Od bardzo dawna nie miałam weny aby cokolwiek napisać. Umknęło mi przez palce wiele rzeczy, których dzisiaj nie zapiszę, bo działo się sporo. Ale po kolei…

 

Od obrony minęło ponad rok. Cały czas szukam pracy w zawodzie. Nie żebym się dziwiła, domyślałam się, że tak będzie. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to tak… frustrujące i dołujące. Straciłam już nadzieję, że się uda. Że ktoś w końcu się odezwie, bo stwierdzi, że jednak coś jestem warta po tych studiach. Niestety do dnia dzisiejszego w sprawie pracy w zawodzie odezwały się trzy firmy. Byłam na trzech rozmowach rekrutacyjnych, zakwalifikowałam się nawet dalej, ale… klops. Jednak nie.

Zaraz po studiach pracowałam w jednej z sieci komórkowych. Parę miesięcy. Nie czułam się dobrze w tej pracy. Nie czułam się dobrze z tym, że muszę ludziom wciskać coś, co niekoniecznie chcą. I że muszę to robić, bo trzeba zamknąć miesiąc z odpowiednim wynikiem sprzedaży. Podziękowałam po paru miesiącach, choć nie przeczę u siebie w pracy miałam najlepsze wyniki. Ale z czego to wynika, nie wiem…

Zaraz po rzuceniu pracy u operatora znalazłam pracę w hotelu, w którym pracuję do dzisiejszego dnia. Jest całkiem w porządku, choć zmiany nocka/dniówka i praca w świątki, piątki i niedziele jest dość frustrujące. Ale, da się przeżyć. Przynajmniej nie muszę wciskać klientom jakiś umów, które są im średnio potrzebne. Rzuciłabym tę pracę gdyby nie to, że mam kredyt na samochód. Tak! W końcu zrobiłam prawko, które nota bene w swoim rodzinnym mieście zdałam za pierwszym podejściem, kupiłam samochód i zwiedzam okolice, na tyle ile jest to możliwe przy pracy 6 dni w tygodniu.

No i najważniejsze, choć może kontrowersyjne. Po 11 latach rozstałam się z M. Po 11 latach stwierdziłam, że wszystko co między nami było wypaliło się. Zakochałam się ponownie. Na zabój. Czuję się wreszcie szczęśliwa i doceniania. Czuję się cudownie.

Pierwszy raz od paru lat czuję, że żyję. Że ktoś jest mną zainteresowany, ktoś pokazuje i mówi wprost, że mnie kocha, że zależy. Nie da się uniknąć porównywania, nie po takim czasie. M. wypada w tych rozrachunkach słabo… Nie była to łatwa decyzja. Przekreślić 11 wspólnych lat, tych lepszych i gorszych, na rzecz serca, które zaczęło bić mocniej do innego. Nie było łatwo mi to wszystko poskładać i szczerze bałam się zaryzykować, ale ryzyko podjęłam. Początkowo nie chciałam dopuścić tego do siebie, że w mojej głowie siedzi inny. Znamy się dwa lata i choć bardzo chciałam zerwać z Nim kontakt, nie mogłam. M. dostawał kolejne szansy, ostatnią w styczniu, którą zaprzepaścił. Choć wiem, że w jego oczach to ja jestem tą złą, tą która go zostawiła na rzecz innego, to tak na prawdę oboje daliśmy dupy. Zdaję sobie z tego sprawę, że to wina nas obojga, że skończyło się to, jak się skończyło. Nie żałuję lat z M. Wspominam tylko te dobre chwile, nie czuję złości ani rozgoryczenia. Ale też nie żałuję podjętego ryzyka. Jestem teraz szczęśliwą kobietą, która na swojej drodze spotkała wspaniałego faceta. U którego boku czuje się nieziemsko dobrze.