Sesja, sesja i po sesji. Wszystko zdane, ostatni semestr studiów przede mną.Ostatni(!) egzamin przede mną i ostatnie tygodnie na ogarnięcie wyników do magisterki. Czas tyka, słyszę cały czas w głowie zegarek „tik-tak, tik-tak, tik-tak”. A tu ostatnio wszystko pod górkę. Mikroskop się zepsuł, kriostat się zepsuł, membrana do blotów nie działa. Słodko. Rok nie zaczął się dobrze, jak cały ma tak wyglądać, to ja podziękuję i wysiadam. Zaczynam panikować, że nie zdążę, że nie obronię się w czerwcu i cały misterny plan pójdzie wiadomo gdzie. Obawy są uzasadnione, a czas jak szybko leciał, tak przestać nie chce. Może ktoś zna zaklęcie na jego cofnięcie?