Jak dobrze, że już końcówka tygodnia. Znaczy, z jednej strony dobrze, z drugiej jednak nie. I tak mnie nie ratuje to, że dzisiaj jest piątek, bo weekend spędzam w labie. Tym bardziej nie ratuje mnie zbliżająca się sesja i choć w tym semestrze egzaminów mam mało, to i tak wiążę się to z tym, że mam za mało czasu by nad tym usiąść.

 

Chcę się dzisiaj „pochwalić” w jakich warunkach na co dzień pracuję. Tadam!

 

Kriostat, zimno, brr…

Wydawać by się mogło,że co tam te 30 na minusie. Ale jak tak się kroi tę tkankę i trzyma łapska w takiej temperaturze, to uwierzcie – wcale nie jest tak klawo ;-) Później jeszcze trzeba to utrwalić i wrzucić do -80. Krioterapia za darmo!

Kolejny krok to wybarwienie – na co chcecie i jak chcecie. Ja się bawię z przeciwciałami (i to jeden z nielicznych elementów związanych z immunologią w mojej pracy). I ostatni krok: zdjęcia:

 

Jedno z wielu zdjęć.

Później się to katologuje, liczy (o ile trzeba) tudzież zestawia ze sobą. Dorabia PCRy, Western Bloty albo BCA i jest słodko. teraz to tylko trzeba to zebrać, ubrać w słowa i napisać pracę magisterską. Amen.

Ale nie dzisiaj. Dzisiaj Chill.

 

Dobry wieczór. Książka i wino.