Tak ostatnio się zastanawiając stwierdziłam, że pamięć jest zawodna, chwile ulotne, a to co spisane zostaje na dłużej. Dlatego kocham książki i dlatego też wrócę do regularniejszego pisania. Dzisiaj pamiętam co mniej więcej się działo 4 miesiące temu, ale kto wie czy za jakieś 6 lat znowu mnie nie najdzie na przeczytanie wszystkich wpisów na tym blogu od początku? Wtedy dość dobrze odwzoruję czas policealny, studia (a przynajmniej ich część), a później wielka pustka.

 

A propos książek. Udało mi się skompletować całość serii, która według mnie zasługuje na miano na jednej z lepszych, osadzonych w świecie fantasy. A mowa o „Malazańskiej Księdze Poległych”.

Seria „Malazańska Księga Poległych”

Mimo że ja nie potrafię jej wchłonąć od tak, jak robię to z większością książek, to wykreowany świat – świat pełen magii, wojen, walk, zdrady, nienawiści, świat pełen bogów i śmiertelników – jest dla mnie czymś wyjątkowym. I oczywiście zamiast czytać publikacje, to pogrążam się w tym wielkim świecie, wykreowanym przez Steve’a Rune’a Lundina aka Stevena Eriksona. I nie żałuję. Dobrze jest czasem przystopować i oddać się temu, co sprawia przyjemność :}