W końcu po tylu tygodniach zebrałam się by cośkolwiek napisać. I co prawda za wiele to się nie zmieniło, dalej studiuję dwa kierunki (choć miałam parę razy rzucić to wszystko w cholerę), postarzałam się o rok, wyszłam z doła i nie przeżywam już kryzysu egzystencjalnego. Już dokładnie wiem co chcę robić, gdzie chcę robić. W czwartek się bronię, uzyskam wykształcenie wyższe niepełne, a w ogóle nie czuję tego upływu czasu. Czuję się jakbym to wczoraj zadecydowała o rzuceniu poprzednich studiów i składaniem dokumentów na zielony. A tu już w czwartek koniec studiów I stopnia! Pewnie jeszcze nie raz się zdziwię jak ten czas szybko biegnie.

Tymczasem na drugim kierunku jeszcze należałoby zamknąć sesję, którą nota bene zostawiłam sobie na wrzesień, ze względu na dwa, albo nawet czasami trzy egzaminy/zaliczenia w jednym czasie. Ale myślę, że wraz z podsumowaniem tego III roku mogę od razu i dokonać podsumowania tego I.

 

Fizjologia Roślin okazała się całkiem przyjemnym kursem, przynajmniej na laborkach, które do znudzenia przypominały te, z biochemii. Niemniej Profesor zrobił nam niespodziankę i zrobił tak prosty egzamin, że po wyjściu się zastanawiałam czy to ja jestem taka „modra” czy ten egzamin był na poziomie sprawdzianu w liceum.

 

Immunologia, na którą nie raz, nie dwa psioczyłam okazała się być fajnym kursem. Wymagającym – owszem, ale mimo wszystko była ciekawa i wniosła coś tam do mojej biologicznej świadomości. Wkurzałam się na wkuwanie jakiś skrótów na laborki, ale koniec końców okazało się, że ta wiedza była mi potrzebna choćby do egzaminu (co akurat rzadko się zdarza, gdyż laborki/ćwiczenia/seminaria/konwersatoria swoje, a egzamin swoje).

 

Archeologia byłoby dobrze, gdyby nie prowadzący, który (niestety) nie potrafił mnie zachwycić. Sama dokształcałam się w domu, czytając artykuły. Że tak powiem „dupy nie urwało”.

 

Angielski. Tak śmiechu warte, że piszę o angielskim, ale myślę, że muszę napisać tu kilka rzeczy odnośnie tych zajęć. Każdy student mi mówił, że język na studiach jest traktowany strasznie po macoszemu, o czym sama na własnej skórze się przekonałam. Ale Pani się odwidziało w tym semestrze i postanowiła sobie nas pocisnąć trochę (bo egzamin!) no i efekt był taki, że niektórym narobiła większych zaległości w tym angielskim niż w poprzednich latach.

 

Materiałoznawstwo podoba(ło) mi się. Jestem jeszcze w trakcie zaliczania wejściówek i sprawozdań z laborek, ale powiem szczerze, że były to fajne zajęcia i mogłoby się wydawać, że nudne. Ale nic bardziej mylnego. Prowadzący w stosunku do nas byli bardzo w porządku, samo prowadzenie zajęć na dobrym poziomie, tylko strasznie krótkie i nie było czasami czasu by zrobić i pokazać wszystko, co się miało w zanadrzu.

 

Statystyka i rachunek prawdopodobieństwa to moja zmora w II semestrze. Zrobiłam parę projektów, swe badania w pracy licencjackiej opracowałam statystycznie, a tu masz ci los: miałam problemy by zaliczyć to coś.

 

Języki programowania fajnie, fajnie. Coś tam się nauczyłam programować w VBA i może przez wakacje pobawię się tym (i jeszcze wyższym lvl) trochę, bo może nie samo VBA, ale umiejętność jako-takiego programowania może się przydać(szczególnie, że w przyszłym roku mam automatykę i robotykę ;)). Zalegam jeszcze z jednym projektem, do którego pędzę zaraz niczym struś pędziwiatr.

 

Elektrotechnika to były dziwne zajęcia. Laborki nie wniosły nic w moje umiejętności ężynierskie. Sprawozdania również. Takie to było: nijakie.

 

Podstawy Informatyki, które raczej powinny zostać nazwane „Jak posługiwać się MathCadem”, bo w sumie tylko z niego korzystaliśmy cały semestr.

 

Reszta (poza analizą matematyczną II) to jakieś pierdółki w stylu: ergonomia i bezpieczeństwo pracy, psychologia, chemia, biochemia i biofizyka (z czego mam przepisy z zielonego kierunku ;)).

 

A, zapomniałabym o mojej ulubionej mechanice ogólnej. Ja rozumiem, że to wydział wymusza na nas dokładną znajomość mechaniki, ale chyba trochę przesadzają. 45 minut ćwiczeń w tygodniu to deczko za mało by trzaskać zadania z mechaniki, a nasz prowadzący niestety nam tego nie ułatwia. I choć Go bardzo, bardzo lubię, to niestety jego sposób przekazywania wiedzy do mnie nie trafia i muszę siedzieć w domu i próbować rozkminiać to sama(z lepszym bądź gorszym skutkiem).

 

Póki co, na ężynierskich studiach mam dobrą średnią (4,15 z obu semestrów), ale jeszcze mi zostało trochę na Kampanię wrześniową (żeby mi się czasem nie nudziło;)).

A po obronie, do pracy rodacy i trzaskanie zadań na egzaminy wstępne.