Jej, jak ten czas szybko leci.

A ja w nawale zajęć nawet tego nie zauważam. Tu zajęcia, projekty, Koło Naukowe, dom, mój wąż. I szybciutko przyszła sesja, a w sesji sporo egzaminów, co do których niestety nie miałam szczęścia. Ewolucjonizm oblałam jednym punktem, choć na prawdę do tego egzaminu byłam przygotowana. Profesor lubi nękać studentów i zrobił taką formę egzaminu, że wszyscy wychodzili zszokowani. No, ale mówi się trudno.

Biofizykę oblałam jednym punktem.

Fizjologia, to zlepek kilkunastu kartek z różnych działów, gdzie brakło mi jednego punktu by zdać…

Na egzaminie z materiałoznawstwa pomieszało mi się wszystko jak leci, a na I termin nie puścił mnie prowadzący…

A teraz siedzę z zapaleniem oskrzeli i próbuję to wszystko ogarnąć. Biofizykę zdałam, zostały 3, przy czym materiałki gdzieś w marcu. A tymczasem na Drugiej uczelni mam już zajęcia, ale na szczęście tam pierwszy tydzień to zajęcia organizacyjne, więc niewiele tracę.

A za pasem trzy Ogólnopolskie Konferencje, gdzie VIII OSKA (Ogólnopolska Studencka Konferencja Antropologiczna) jest organizowana przez nas. Za pasem Ligia Siatkówki, trzeba wznowić treningi, no i stwierdziłam, że mam za dużo czasu i zapisuje się na Zumbę, bo poprzez sesję przybyło mi kilka niechcianych kilogramów.

Ponarzekam znowu w niedalekiej przyszłości.

Nez odbioru.