Czyli pisząc w naszym pięknym, ojczystym języku: Jest możliwe, że wyjdę z opresji! :}

Biosyf już prawie, prawie za mną. Zostały mi jedne (1!) laborki, na których muszę zdobyć całe 3 punkty! :) Cieszy mnie to, zważywszy na fakt, że reszta jest do przodu, a na drugim kierunku nawet mam zwolnienie z jednego przedmiotu ;)

I tak oto minęły święta, Sylwester i znowu trzeba poginać na uczelnie. Co do tego akurat nie mam nic przeciwko, bo tęsknię będąc w rodzinnym mieście, za naszymi spotkaniami, rozmowami, za Wielkim Miastem i jego możliwościami. Mam za to wiele przeciwko wstawaniu. Moje ciało codziennie buntuje się i mówi stanowcze nie. Mięśnie tężeją, głowa puchnie, oczy nie działają poprawnie. Ale jeszcze jakoś wstaję. Pośpię sobie po sesji, która już tuż tuż. I choć zawsze sobie to powtarzam, że będę się uczyć wcześniej na sesję niż 2 tygodnie przed, to zwykle nic z tego nie wychodzi. A dzisiaj czeka mnie jeszcze koło z fizjologii i moje pikne rysunki (sklecone na szybko):

Nie zostaje mi teraz nic innego, jak spiąć cztery litery i zacząć się uczyć do tych sesji. Ten rok jest porównywalny z poprzednim plus jeszcze egzaminy na drugim kierunku. Ale w sumie ostatnio zakupiłam sporo książek i już nie mam co czytać, więc aż tak źle nie jest ; )