Prawie :) W sesji wszystko zdane (zostaje jedynie przywrócony I termin anatomii we wrześniu), terenówki zaliczone (zakochałam się w robalach!), materiały do licencjatu – są, praca – not yet, ale póki co nawet nie jestem na najlepszej drodze do jej napisania, bo zwyczajnie mi się nie chce. Lenię się, dużo łażę, w końcu odwiedziłam korty (kondycha nie ta sama), dużo czytam – słowem: korzystam z „wakacji”.

Od 16 zacznie się tyru-tyru, ale nie narzekam ; ) Już odpoczęłam po sesji, a w sumie sesjach, bowiem ten II rok dał mi nieźle popalić. Wyszłam obronną ręką i poza „pierdołami – egzaminami” zdałam wsio w I terminach, co mnie cieszy i daje nadzieję na to, że może nie będzie mi aż tak ciężko z tym II kierunkiem.

Odebrałam aneks (hah! podwyższyłam wynik!), ale na medyczne jak zwykle za mało, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że się nie nadaję na tamte studia. Czy jest mi przykro? Trochę tak – przez to, ile włożyłam w to pracy, ale chyba już przyzwyczaiłam się do mego zielonego kierunku, który jeszcze bardziej mnie fascynuje niż na początku. Powiem szczerze, że cholernie ciężko byłoby mi się wyprowadzić z Wielkiego Miasta. Widocznie tak musi być!

A 12 lista rankingowa na II kierunku, na której mam nadzieję się znaleźć : )