Wygląda to o niebo lepiej, niemniej i tak dobrego humoru nie mam…

Dzisiejszy egzamin z histo należał do tych łatwiejszych. 30 pytań, 30 minut. Zdane na 3.5

Angielski zdany na 3.0 (sama babka w mailu napisała, że to wstyd mieć taką ocenę w moim przypadku).

Bioterroryzm nieoficjalnie zdany, ale jeszcze nie wiem na co.

 

Przede mną anatomia… Przez którą właśnie mam zły humor. Powiem szczerze, że odkładałam sobie uczenie się na później, na potem, a bo jeszcze jest czas, a bo tutaj inny egzamin. No i stało się: mam 4 dni na ogarnięcie Bochenka ;/ Wiadomo, że nie w takim stopniu, jak lekarze – niemniej – jest tego ogromna ilość, której nie jestem w stanie z moim ptasim móżdżkiem ogarnąć do poniedziałku. I przez to – łapię doła, bowiem nie przywykłam zawalać sobie rzeczy, a tym bardziej egzaminów, z których jakoby wysoką ocenę przypadałoby się mieć (potrzebna mi jest do specjalizacji). I zastanawiam się szczerze (pierwszy raz w życiu) czy iść na ten egzamin.

 

Dodatkowo pogoda mnie dobija. Pada, to wychodzi słońce, tu znów pada, później mocno leje. Znowu na chwilę słońce. Kolano w takim przypadku daje o sobie znać, nie mówiąc już o tym, że wiecznie chce mi się spać.

 

Bez odbioru.