Powiem szczerze, że kobieta z biotechu poszła nam nieźle nie rękę, bowiem egzamin okazał się prostszy niż przypuszczałam. Niestety nie jestem pewna co do tego, czy zdam, czy też nie. Mówiąc szczerze, po przeczytaniu tego wszystkiego miałam serdecznie dość, a w głowie nie zostało mi kompletnie nic, tak więc na egzamin przyszłam uboższa w wiedzę o np. reaktorach, bioreaktorach, o których było bardzo dużo(jeden z reaktorów zamieściłam na dole notki). No ale to za 1 pkt tylko, a ja ostatnio niestety mam tendencję do olewania sobie tak mało znaczących rzeczy (jak np mykologię w zeszłym semestrze), za które stać by mnie było wziąć warunek (swoją drogą to trochę wstyd brać warunek za przedmiot za 1 pkt). Niemniej „nie ma spiny, są drugie terminy”. Zobaczy się jak to będzie.

Ciekawa jestem co dostanę z bioterroryzmu i broni biologicznej, bo to powinnam zdać bez większych problemów. I choć początkowo żałowałam, że zapisałam się na medical virology i właśnie bioterroryzm, to teraz muszę stwierdzić, że to były chyba najlepsze kursy w tym roku. Dowiedziałam się bardzo dużo, miałam ochotę sama czytać jeszcze więcej, zatem moja wiedza o potencjalnych zagrożeniach bioterrorystycznych została poszerzona znacznie, tak samo jak wiedza o wirusach. Jestem z tego zadowolona, bowiem to jedna ze ścieżek, nad którą się zastanawiam w życiu, gdyż powiedzmy sobie szczerze: co może antropolożka w Polsce? Kompletne nic. I choć uwielbiam się tym zajmować, choć uwielbiam całą antropologię (nie tylko aspekt osteologiczny – choć ten najbardziej), to szanse na znalezienie pracy w specjalizacji za wysokie nie są. A szkoda.

Nie żebym się naoglądała „Kości” (choć lubię ten serial, a książki Pani Reichs pochłaniam z zadziwiającą szybkością) zdaję sobie sprawę z realiów panujących tutaj. Chyba, że będę miała zarąbiste szczęście i załapię się do IES. A w przyszłym roku być może (spore prawdopodobieństwo) uda mi się wyjechać do US na 3 miesiące do Knoxville do „Body farm” – oh yes!

Przede mną egzamin z histologii, anatomii, zoologii, ochrony środowiska i ochrony przyrody. I o ile tych pierwszych się nie obawiam(aż tak bardzo), to tych ostatnich bardzo. No, ale na szczęście są one na sam koniec, więc może coś tam mi się uda nauczyć, a powiem szczerze, że uczenie się na coś, czego nie lubię idzie mi zatrważająco wolno (jak np. ekologia ;)).

Jakoś mam nadzieję dam radę ;) Z histologii jest mi o tyle łatwiej, że po biologii komórki jest to o wiele mniej zawiłe niż pewnie dla kogoś, kto musi się uczyć wszystkiego na raz. Z anatomią mam problem, bo muszę mieć z niej wysoką ocenę do mniemanej specjalizacji, a zwykle jest tak, że jak chcę/muszę mieć dobry stopień z czegoś, to skutek jest wręcz odwrotny. Zobaczy się co będzie.

 

Tymczasem, przedstawiam jeden z bioreaktorów, którego działanie i budowę powinnam znać:

 

Air lift

W tej dziedzinie jestem kompletnym ignorantem i mam nadzieję, że nie przyjdzie mi przez to kiedyś płakać.

Na dobry początek dnia przedstawiam najlepsze połączenie (według mego skromnego ja) w świecie muzycznym, jakie może istnieć:



 

Bez odbioru.