Archiwum dla Czerwiec, 2012

Post-sesyjnie =}

Już po wszystkich egzaminach (na szczęście!). Na wyniki sobie trochę poczekam, ale w sumie nie ma co myśleć o NIE-zdanych egzaminach, skoro ich poprawki są we wrześniu. Zrobiłam już kawałek mej pracy licencjackiej, gdyż jak same z promotorką doszłyśmy do wniosku, że od października ciągnąc dwa kierunki plus pisząc pracę będzie ciężko. Dlatego czekają mnie pracowite „wakacje”. Jutro się byczę, śpię ile wlezie (a niech mnie ktoś przed 10 obudzi), pakuję się i wieczorem z Lubym wybywamy na imprezę post-sesyjną :} A rano, wstaję, zarzucam śpiwór, plecak i w góry! =} Co prawda nie jest to całkiem integracyjny wyjazd, bowiem mamy zbierać i oznaczać żuczki i inne bezkręgowce (niestety w tym mieszczą się również pająki :<), ale mimo wszystko tydzień w górach, to tydzień w górach :} Jak uda mi się zrobić jakieś ładne zdjęcia, to może się pochwalę ;)

A tymczasem idę ciupać w WOWa (to chyba niezbyt dobry nałóg ;)).

 

Miłych wakacji! :}

1:5

Taaak. Dzisiaj pisałam zoologię i po kilku godzinach się dowiedziałam, że ją zdałam. A egzamin był strasznie dziwny. Jedno pytanie wręcz mnie zabiło:

Co jest na bakier? =D! Enjoy!

Bioterroryzm i broń biologiczna zdana na 5.0 <- jedyna wysoka ocena w tym semestrze.

Teraz najgorsze: ochrona środowiska (przy której zasypiam) i ochrona przyrody i poprawka z biotechu. I króciutkie, ale jednak wakacje : )

 

sesyjnie part two.

Stan konta sesja vs me nie uległ zmianie. Nie poszłam na egzamin z anatomii, bowiem się rozchorowałam. Nie wiem czy główny udział w tejże chorobie miał stres czy nie, niemniej nie dałam rady iść i będę się zwracać z prośbą do Pani Prodziekan (u której był egzamin) o przywrócenie terminu.

Teraz męczę zoologię, a przynajmniej staram się ją męczyć. Dla mnie jest to potwornie nudne. Lubię obserwować zwierzęta, ale czytanie o ich budowie i zachowaniu z książki jest okropne (choć chyba botanika była gorsza).

Zarejestrowałam się już na II kierunek, który jestem gotowa podjąć od października. Mam nadzieję, że uda mi się pogodzić III rok z I rokiem. Już się boję biofizy i fizjologii (obu). Ale, jeszcze w sumie sesja jest i póki co nie mam skończonego II roku.

Poprawka z biotechu jest jednak w innym terminie, zatem jestem gotowa rzucić rękawice Pani inżynier i to zdać (z jakim skutkiem – się zobaczy). 28 jadę do domu, a 29 niby coś tam mam do odebrania w szkole (w sensie aneksu), ale nie wiem czy w ogóle będzie po co jechać. Już przyzwyczaiłam się do porażek, bynajmniej nastawiam się na sukces. Ułożyłam swoją alternatywną drogę przed wynikami i czuję, że postąpiłam właściwie. Tylko czy postąpiłam właściwie wybierając taki II kierunek? Czas pokaże. Jakoś psychicznie wykończył mnie ten II rok, dlatego mam nadzieję, na spokojne wakacje.

Sesja vs me -> 1:4

Wygląda to o niebo lepiej, niemniej i tak dobrego humoru nie mam…

Dzisiejszy egzamin z histo należał do tych łatwiejszych. 30 pytań, 30 minut. Zdane na 3.5

Angielski zdany na 3.0 (sama babka w mailu napisała, że to wstyd mieć taką ocenę w moim przypadku).

Bioterroryzm nieoficjalnie zdany, ale jeszcze nie wiem na co.

 

Przede mną anatomia… Przez którą właśnie mam zły humor. Powiem szczerze, że odkładałam sobie uczenie się na później, na potem, a bo jeszcze jest czas, a bo tutaj inny egzamin. No i stało się: mam 4 dni na ogarnięcie Bochenka ;/ Wiadomo, że nie w takim stopniu, jak lekarze – niemniej – jest tego ogromna ilość, której nie jestem w stanie z moim ptasim móżdżkiem ogarnąć do poniedziałku. I przez to – łapię doła, bowiem nie przywykłam zawalać sobie rzeczy, a tym bardziej egzaminów, z których jakoby wysoką ocenę przypadałoby się mieć (potrzebna mi jest do specjalizacji). I zastanawiam się szczerze (pierwszy raz w życiu) czy iść na ten egzamin.

 

Dodatkowo pogoda mnie dobija. Pada, to wychodzi słońce, tu znów pada, później mocno leje. Znowu na chwilę słońce. Kolano w takim przypadku daje o sobie znać, nie mówiąc już o tym, że wiecznie chce mi się spać.

 

Bez odbioru.

Sesja vs me-> 1:1

Niczym w meczu Polska-Gracja. Nie spodziewałam się wysokiej oceny, choć przyznam szczerze, że sądziłam, iż zdam ten głupi biotech. Najgorsze/najśmieszniejsze/najlepsze jest to, że poprawka jest 29.06, kiedy mam u siebie w domu wizytę u ortopedy, którą już umawiałam dawno temu. I teraz mam dylemat: poświęcić swe zdrowie, czy zapłacić za warunek z biotechu?

Jutro histologia. Nic mi nie chce wleźć do głowy. Czuję się jak tempa klempa. A najgorsze jest to, że w poniedziałek egzamin, na którym  mi najbardziej zależy, a ja jeszcze nie ruszyłam kompletnie NIC.

Nic tylko wziąć i się powiesić. Chyba pierwszy raz na TYCH studiach łapie mnie dół.

A wyników z bioterroryzmu jak nie było, tak nie ma…

Idę się oddać histologii.