Archiwum dla Marzec, 2012

„[...]So much to question”

Pomiędzy ogarnianiem Bochenka (swoją drogą dobrze mi się to czyta), anatomii porównawczej kręgowców, anatomii ryb, opracowywaniem tematów z virusology i maturami, czytam (między zajęciami, w wannie, wieczorami przed pójściem spać) „Rozmowy z katem” pana Moczarskiego. Z każdą kolejną stroną zadziwia mnie relacja Gruppenfurhera (na polskie jednostki: generał dywizji – 2 po najwyższym stopniu wojskowym: generale), którą autor zapamiętał i spisał. Zadziwia mnie to, jak można tak manipulować ludźmi, jak można im przysłowiowo „wyprać mózg”. Czytałam wiele relacji z okresu przed/po/wojennego, ale ta mnie zadziwiająco szokuje. Szokuje mnie to z jakim spokojem i dumą(!) SS-Gruppenfurher opowiadał o eksterminacji Żydów, o ich „lekkiej pracy” przy budowie autostrady D4 Lwów – Stalino (dzisiaj Donieck), o jego przekonaniu (na prawdę świeym przekonaniu), że aryjczycy to rasa Panów, którą należy czcić i szanować.

„Jak wynikało ze zwierzeń Stroopa, nie uważał za stosowne, aby kiedykolwiek przeciwstawić się władzy.”

„[Stroop] – My nie jesteśmy zdolni do oporu wobec legalnej władzy. Władza jest święta.
[Moczarski] – Każda?
[Stroop] – Oczywiście. Każda.”

 

„[Stroop] – Szowinizm jest skondensowaną miłością do własnego narodu. Dobry Niemiec nie może nie być szowinistą.”

 

Długo jeszcze nie będę potrafiła się nadziwić jak można być tak poddanym władzy. Nigdy nie zrozumiem jak mogło do tego wszystkiego dojść…

„[...]Niezdarnie tańczyć na granicy…”

I bynajmniej chodzi o tańczenie na granicy zła (jak z „Leszka). Raczej chodzi o głupotę. Maj coraz bliżej, ja do matury prawie nic nie mam ruszone. Mam beznadziejny humor, związany z tą sprawą i znowu milion myśli na minutę i przez to jeszcze gorszy humor. Nie sądzę by mi się udało, nie węszę sukcesu i sobie wymyślam, co wtedy robić. Piszę licencjat na Zakładzie Antropologii, a jak. Magisterkę też już w sumie mam tam załatwioną. Doktorat to moje pomniejsze marzenie, ale i z tym problemu nie powinno być. Tylko jak sam docent (kierownik zakładu) stwierdził: doktorat? A i owszem, bardzo chętnie. Ale po doktoracie nie mamy miejsc pracy… I fajnie, bo mam „swój” temat, nie żałuję podjętych studiów (nie to co PK!), ale co po tym? Wykształcona biolog o specjalizacji antropologii. Biedronka? Czy może Tesco?

I zaczęło się moje kreatywne myślenie, a jakże! Opracowałam już plan, wielce prawdopodobny zresztą. 30 czerwca zobaczę nie poprawioną maturę i wtedy zdecyduję na który z wymyślonych przeze mnie kierunków [zdawać jako II kierunek (na szczęście na mojej Alma Mater rejestracja trwa bodajże do 7 lipca, więc można się IRKować już po wynikach)]. Inwencji twórczej stało się zadość i sobie wymyśliłam chyba z 10 kierunków. W tym trzy z „bio” na początku – biochemia, biofizyka, biotechnologia (na sąsiednim wydziale), trzy na wydziale nauk o zdrowiu – dietetyka, pielęgniarswto, oraz elektroradiologia, jeden na wydziale chemii (łatwo się domyślić jaki), jeden na wydziale fizyki – nanotechnologie. I się wyczerpała moja inwencja twórcza, a zaczęło się kreatywne myślenie. Co mi pomoże w pracy antropologa? Do czego jest mi najbliżej? I siedzi sobie taka głupia dziewczynka i siedzi. I  myśli. I póki co jeszcze nic nie wymyśliła. I zamiast zająć się Bochenkiem, który leży przed nią, to duma i duma.

I czytając blog Erjoty ( =) ) zazdroszczę, że już niedługo kończy studia, na których zawsze chciałam się znaleźć, ale niestety moja inteligencja, spryt mi na to nie pozwalają. I jest to bynajmniej zła zazdrość. Życzę Mu (i innym moim „lekarskim” znajomym) jak najlepiej. by jak najlepiej zdali LEP i zrobili swoją wymarzoną speckę. A ja będę się poruszać w sferze marzeń, kopiąc materiał kostny i czytając blogi młodych, czasem zdesperowanych medyków. O!

New semester.

I muszę przyznać, że to będzie dobry semestr. Oj dobry. Poza takimi detalami jak prze-nudne wykłady z ochrony środowiska i ochrony przyrody, to zapowiada się na prawdę ciekawie.

Ćwiczenia z anatomii zaczynam w przyszłym tygodniu dopiero, a wykład niestety prowadzony przez naszą pro-dziekan jest okropnie nudny :/ Zoologia zapowiada się o niebo lepiej. Ćwiczeniowiec ok, ekscentryczny prof z wykładami (obowiązkowymi – toż to nowość), histologia niestety bez ćwiczeń. Medical Virology and Epidemiology wykłady i seminaria <3 i infectious diseases, biological warfare and bioterrorism. Cudownie, nawet prze-cudownie. Tak samo z badaniem DNA dla celów sądowych. I cudownie wolny piątek, bo przepisali mi fizykę z PK :} Chcę go w pełni poświęcić na maturę, bo to już tuż-tuż a bio-Witowski prawie nie ruszony, a chem-Witowski zrobiony mniej więcej do połowy I tomu.

Na poniedziałek dużo do ogarnięcia, choć semestr trwa ile? Tydzień i 2 dni. A w weekend ruszają rozgrywki ligi, więc zostaje mi dzisiaj, jutro i niedziela wieczór.

Tymczasem idę przygotowywać się na wejściówkę z „ryb”.