Archiwum dla Grudzień, 2011

Źle się dzieje, oj źle.

Przeraża mnie fakt, że po Świętach zostaje tylko miesiąc (!) do sesji. A ja jestem w lesie bardziej niż kiedykolwiek w życiu. Czeka mnie kolokwium zaliczeniowe z ekologii, pewnie i z biochemii, bo coś mi się nie wydaje, że uzbieram 85 pkt. Zaliczeniówka z genetyki. Jedyne co mam zdane to biol. komórki, choć i tak czeka nas jeszcze jedno koło. Z angielskiego muszę jakimś cudem z następnego koła zdobyć 18 pkt na 20 możliwych by zaliczyć i to. Tak źle nie szło mi nigdy. Nie wiem co się dzieje. Nie umiem się nauczyć, nie umiem się skupić :/ Wraz z Lubym i mym przyjacielem wysnuliśmy teorię, że może brakuje mi ruchu, którego miałam pod dostatkiem przez całe moje życie. Teraz jedynie idę na zajęcia/ z zajęć, ewentualnie na zakupy i wsio. W tamtym roku 3 treningi w tygodniu, plus mecze turniejowe w sobotę, w niedzielę basen/łyżwy/tenis. Chyba będę musiała choć trochę wrócić do takiego aktywniejszego życia, choć w moją ukochaną siatkówkę grać już nie mogę =(

 

I tak przy okazji: Wesołych Świąt! : )

„Miną światy, zanim wróci spokój”

Jak dobrze, że już koniec tygodnia! Jeszcze tylko poniedziałkowe badania, angielski o 19, wtorkowy wykład z genetyki i wizyta u lekarza i (chyba) mogę jechać do domu! Bez biochemii! Bez stresu! I z nutką odpoczynku, z aromatem barszczu i mojej ukochanej zupy grzybowej. Choć co prawda grzyby jako takie mi zbrzydły, bo właśnie z nich dostałam pierwszą w swoim życiu studenckim czerwoną dwóję. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz.

Kiedyś też musiał być ten pierwszy raz by co chwila biegać do Dohtora. Zaczęło się od pewnego zapalenia w sierpniu, by na początku września dostać potężnych skurczy. Kupiłam Aspargin, po 3 tygodniach zażywania Pani Dohtór dała mi skierowanie na potas i wapń. Wapń w normie, potas 3,3 mmol/l. Recepta na Kalipoz. Po 2 tygodniach ponowne badania potasu. Całe 3,4 mmol/l. Teraz biorę już chyba 4 opakowanie. Póki co potas był na granicy 3,5 mmola/l. Mam nadzieję, że we wtorek zobaczę już powyżej 4. Inaczej chyba sobie strzelę w łeb, bo bądź co bądź ale jest to dość uciążliwe.

A tymczasem wczoraj byłam pierwszy raz w Galerii od maja, i wyhaczyłam najnowszą powieść Kinga z obniżką ceny o 25% :} Zamiast 50 złotych zapłaciłam trochę ponad 35 za ponad 800 stron :} Zaczęłam ją wczoraj czytać. Dzisiaj ledwo wstałam na ćwiczenia o 7:30 :}

 

Sic!

Nie cierpię wtorkowych wieczorów. Nie cierpię siedzieć do późna z Harperem, Stryerem, Enzymologią, Analizą instrumentalną i skryptem, by i tak na środowych laborkach coś zrobić/napisać źle. Bowiem co środę na labach z biochemii mamy po dwa kolosy: jeden, dotyczący aktualnych zajęć (tzw. wejściówka) i drugi obejmujący dany dział (np. enzymologię). Zatem wtorek obfituje w dzień biochemiczny, bowiem przychodząc z wykładu z genetyki ok 10 do godzin obiadowych robię sprawozdanie z poprzednich ćwiczeń, a wieczorem wychodzę na Koło Antropologiczne, którego jestem dumną członkinią :) Po powrocie otwieram te wielki knigi i czytam, czytam, czytam. Czytam o siarczanie cerebrozydu, leukodystrofii metachromatycznej, o enzymie konwertującym angiotensynę I, o tym jak oznaczyć aktywność inwertazy metodą polarymetryczną czy jak poprawnie wykonać elektroforezę.  Wszystko ładnie i pięknie – tematy jak dla mnie ciekawe, ale sposób sprawdzania wiedzy i ogólnych zasad na tych zajęciach jest totalną porażką naszego wydziału ( a właściwie nie naszego, tylko WBBiBa). Otóż zasady są takie. Na każdych zajęciach wejściówka warta 3 pkt (szybka kartkówka) oraz duży kolos (warty punktów 6, ostatnie dwa warte punktów 12). Na zajęciach jesteśmy i tak rozliczani z naszej wiedzy dotyczącej bieżących ćwiczeń i nawet jak ktoś dostanie 3 pkt na wejściówce, to może dostać -6 punktów za pracę (co suma summarum daje -3 pkt). Do tego dochodzą sprawozdania. Każde warte inną ilość punktów. I jeśli wykaże się nieznajomość własnego sprawozdania, bo np akurat to robił kolega/koleżanka, to traci zaliczenie tego sprawozdania, musi napisać nowe i nie dostanie za nie żadnych punktów. Generalnie, w sumie do zdobycia jest punktów 140. Aby zaliczyć laby (i zarazem by zostać dopuszczonym do ezgaminu, wartego 10 puktów ECTS) trzeba uzyskać punktów 85. Co może dla osób nie uczestniczących w tych zajęciach nie jest trudną sprawą. Uwierzcie: jest. Z każdych poprzednich laborek miałam ocenę bdb w indeksie. Teraz boję się, że mogę nie zaliczyć biochemii O_O W tych 85 punktach trzeba mieć: co najmniej 51 punktów z dużych kół oraz mieć zaliczone wszystkie sprawozdania. Zatem z możliwością zarobienia punktów ujemnych i na prawdę niskich punktów z „dużych” kół, nie wygląda to za wesoło… Wcale mnie teraz nie dziwi duża liczba III-rocznych na zajęciach :}

 

A ja ‚miast marudzić powinnam się przygotowywać na jutro…

 

A w sobotę, dla odmiany, uczelnia nam serwuje egzamin z grzybów. Bleh.

 

Dobrze, że znowu jest Cezik: