Archiwum dla Listopad, 2011

Kolejny rok do przodu.

Minęły już 3 lata, odkąd postanowiłam założyć bloga i dzielić się na nim moimi przeżyciami i wrażeniami. Z reguły jestem leniwa i wtedy nawet bym nie pomyślała, że będę w stanie się mobilizować aż tyle czau by cokolwiek tutaj umieścić. Ostatnio przeglądałam wszystkie stare wpisy. Były zarówno chwile szczęścia, optymizmu jak i porażki (jak np. prawo jazdy), smutek, depresja. Przez te 3 lata zamieszczałam tu różne pomysły na siebie, gdy brakowało sił i determinacji by walczyć o swoje największe marzenie. Proszę mi wierzyć: w mojej głowie kołatało się o wiele więcej takich myśli! I wtedy przyszedł moment, gdy dostałam się na studia do Wielkiego Miasta na „zielony” kierunek. Rozpoczęłam z dystansem zajęcia, nauczona doświadczeniem po Politechnice… Nie zawiodłam się. Przeszłam jeden semestr, drugi, terenówki. W tym czasie aktywnie pracowałam w Kole naukowym, współorganizowałam DS i Slavangard oraz cieszyłam się życiem, bo szczerze mówiąc podobało mi się, to co robię. Wtedy mało myślałam o poprawie matury i zmianie kierunku, byłam zachłyśnięta optymizmem, choć nie przeczę, że w mojej głowie co chwile kołatało się, dlaczego nie złożyłam deklaracji, dlaczego nie poprawiałam matury. Starałam się zepchnąć te myśli do tyłu, zapakować je do małego pudełeczka z napisem: zapomnieć. Nastały wakacje: mnóstwo czasu wolnego, brak funduszy na jakiekolwiek wyjazdy. Pudełko zostało brutalnie zniszczone. Coraz częściej słowa ‚poprawka matury’ wypływały na wierzch, choć sama siebie starałam się przekonać, że to bez sensu…

W końcu zdecydowałam, że spróbować po raz kolejny nie zaszkodzi. Złożyłam w końcu tą cholerną deklarację, ale do tej pory za wiele rzeczy mnie przytłaczało, by cokolwiek ruszyć. Na szczęście teraz widzę światełko w tunelu, podnoszę się psychicznie z dołka i powraca mi zapał do roboty: zarówno na zielonym, jak i do matury. Przyznam szczerze, że na duchu podnosiły mnie wpisy Med-Oli -> http://med-ola.blogspot.com/, która tak jak ja znowu postanowiła spróbować, choć wydawało się, że ułożyła sobie życie i była zadowolona.

 

A ja krocząc ku nowemu, przeniosłam sobie (za pośrednictwem portalu) bloga na WordPressa, który jest o niebo lepszy
w edycji :} Mam nadzieję, że tym sposobem nowy rok dla nas – dla mnie i bloga – będzie obfitował w o wiele lepsze wrażenia, bez długotrwałych dołków, ale z długotrwałym optymizmem!

It’s all over.

Już po wszystkim… Słuchałam tej okropnej trąbki i płakałam. I byłam całkiem sama, co było dla mnie najgorsze. Każdy znalazł oparcie w bliskiej osobie, do której w najgorszym momencie żalu mógł się przytulić. A ja zostałam olana. Totalnie. I z tego powodu cholernie mi przykro. Myślałam, że mogę polegać na moim Lubym, a on w tak ważny i trudny dla mnie dzień zostawił mnie całkiem samą =( Sama muszę sobie teraz poradzić z żalem, z tęsknotą za babcią, ze wszystkim…

 

Dlaczego to tak boli? =(