Archiwum dla Luty, 2011

One sera, sera…

Niestety ferie zostały drastycznie skrócone o cały jeden tydzień, gdy otrzymaliśmy (z wielką łaską) wyniki z egzaminu z matematyki. Odniosłam życiową porażkę – nie zdałam. We wtorek poprawka, zatem dzisiaj nerwowe pakowanie wszelkich (nie)potrzebnych rzeczy, coby jutro wsiąść w ciapąg i udać się ku Wielkiemu Miastu. Nie mam weny na naukę (tym bardziej, że mam poprawkę z teorii), nie chce mi się, pogoda nie sprzyja. Śnieg za oknem, temperatura z minusem przed cyferką, wieje, leje, nie grzeje i w ogóle. A miała byc już wiosna.

Nawet nie wiem kiedy zleciały te dwa cudowne tygodnie. Dobrze jest wstawać po 7 rano (a nie po 5), kłaść się późno ale przez to, że się długo "ciupało" w grę czy czytało książkę. Dobrze się codziennie tulić do mojego Jedynego, spotykać ze znajomymi, grać na gitarze i siedzieć przed telewizorem oglądając Discovery. Dobrze było, ale się niestety skończyło.
Co prawda w tym semestrze cały piątek wolny, niemniej od marca rusza liga siatkówki, która odbywa się na weekendy. Zatem do domu nie ma jak wrócić. Fartuch przygotowany, atlasy botaniczne również. Aparat wzięty. Zostaje tylko zebranie się w sobie…