Słuchając sobie kapelki Milczenie Owiec robię kolejne zadania z chemii i nieśmiało stwierdzam, ze idą mi coraz lepiej : ) Istnieją takie działy, których za cholerę zajarzyć nie potrafię i nie wiem czy ktoś będzie umiał mi to wbić młotkiem :X Przede mną jeszcze trochę czasu do matury, która mam nadzieję pójdzie mi lepiej niż poprzednia.

Od czasu do czasu wpadam w głęboki dół i brnę w niego coraz głębiej i głębiej, nie mogąc, czy też nie chcąc, się z niego wydostać. Raz wydaje mi się, że dam radę, poprawię maturę i będę studiować to co chciałam studiować przez całe życie – medycynę. Drugi raz myślę o sobie jako o totalnej idotce, porażce, która mnie czeka. Myślę sobie wtedy "Przecież jest tyle kandydatów/kandydatek na te studia. Zapewne większość z nich jest lepsza ode mnie." i o dziwo to mnie zawsze podnosi na duchu. To jak walka dwóch osobowości. Jedna wątpi w sukces, druga gani pierwszą i krzyczy, że musi w siebie uwierzyć. Nakazuje pierwszej, by zakasała rękawy do pracy i nie poddawała się. Ta druga póki co zwycięża, ale jak długo? Mam nadzieję, że zawsze będę miałą taki zapał, który towarzyszy mi teraz. Że nigdy nie stracę tej woli walki.

Nad biurkiem mam pełno poprzylepianych karteczek z różnymi informacjami, najczęściej dotyczącymi chemii i biologii. Zaniedługo braknie mi miejsca : P Trzeba by było także pomyśleć o takich karteczkach z fizyki. Bądź co bądź zadeklarowałam się, że ją poprawię. Tylko póki co mam ją totalnie w miejscu, gdzie krzyż swą szlachetną nazwę kończy. Ktoś musiałby mi dać kopa, by zająć się i nią.

A oto moje dwa ulubione utwory Milczenia Owiec: