Właśnie wróciłam z treningu i załamuję ręce nad moją kondycją. Przepłynęłam dzisiaj tylko 2050 metrów i stąd kilka wniosków:

  1. Obrastam w tłuszcz – trzeba jak najszybciej go spalić!
  2. Koniec ze słodyczami!
  3. Muszę znowu się zmuszać by ćwiczyć "Aerobiczną szóstkę Weidera"

Może wtedy uda poprawić mi się kondycję.

Dzisiaj zamiast pochłaniać wiedzę z chemii, pochłonęłam dwie książki:
"Granice szaleństwa" Alex Kavy
"Gross-Rosen – Obóz koncentracyjny na Śląsku" Mieczysława Mołdwa

Nie chce mi się pisać recenzji (zresztą nigdy nie byłam w tym dobra), więc przepiszę recenzję wydawnictwa: "W grobowej ciszy opuszczonego kamieniołomu w Connecticut ktoś ukrywa swoje brudne tajemnice, które odsłaniają głebie ludzkiej deprawacji. Tajemnice, które przypadkiem w końcu wychodzą na jaw.
Agentka specjalna Maggie O’Dell właśnie miałą rozpocząć zasłużone wakacje, kiedy dostała telefon od swojej przyjaciółki, psycholog Gwen Patterson. Jedna z pacjentek pani doktor, niejaka Joan Begley zaginęła podczas podróży do Connecticut. Czy Maggie mogłaby wyjaśnić, co się stało z Joan?[...]"

Druga książka jak sam tytuł wskazuje jest opowieścią autora o obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. W książke zamieszcozne są plany obozu oraz jego zdjęcia. Jeśli ktoś interesuje się taką tematyką, to powinien po nią sięgnąć.

Ja tu "pissu, pisu" a chemia mnie woła : )