Ostatnio mam coraz częściej wrażenie, że gonię z tym materiałem z biologii, aby dotrzeć do moich ulubionych działów, tj. anatomii człowieka, biochemii i genetyki. Konczę właśnie zoologię i zamiast się skupić na powtarzanym materiale, moje myśli krążą wokół kosteczek szkieletu człowieka, budowy zwiążków organicznych- białek, kwasów nukleinowych, układów, cykli, krzyżówek genetycznych itd. Mam nieodpartą ochotę zostawić te cztery grupy systematyczne zwierząt i przejść do meritum sprawy : ) Te wszystkie płazy, gazy, ptaki i ssaki idą mi jak przysłowiowa "krew z nosa". Pocieszam się jedynie myślą, że jeszcze tylko to i nastanie to na co czekałam – biochemia! : D

Człowiek już na początku grudnia jest uświadamiany o nadchodzących świętach. Wchodzisz do marketu, słyszysz w głośnikach różne Jingle Bellsy i tym podobne pierdółki, widzisz szalejących po sklepie rodziców, usiłujących jak najmniejszym kosztem zakupienie jak największej liczby prezentów dla swoich pociech. Dla mnie święta są rodzajem odskoczni od pracy, szkoły. Jednakże mogłyby w ogóle nie istnieć : )

O proszę ja zamiast jakiś Jingle Bells wolę posłuchać sobie Kaczmarskiego o!