Beaucoup de classes, une question (Wiele zajęć, jedno pytanie).
26 Maj 2012
Widać, że sesja za pasem. W przerwie na naukę na wtorkowy egzamin gram w Diablo II, Settlersy, ET(ale to żadna nowość, bo w to mniej więcej codziennie trochę „ciupię”), czytam (aktualnie h-sci-fi), gotuję, sprzątam i pucuję każdy zakamarek. Właściwie niczym czas przed/sesyjny nie różni się od pozostałych. Niemniej muszę mieć trochę luzu, bo bym zwariowała od natłoku wiedzy, mimo że bardzo lubię ją zdobywać. I wszelkie detale z medical virology wydają się interesujące, jednak jak się zna angielski na nie najwyższym poziomie, to stanowi to jednak lekki problem. Ale żeby nie było, że narzekam – podoba mi się to. W czasie sesji zawsze robię więcej niż w ciągu roku akademickiego.
Muszę się w końcu wziąć za bazę danych na Koło Naukowe, bo leży to nieruszone od marca? Jakoś później nie było weny, matura, chwilowy odpoczynek i BUUM na uczelni. Ale zrobię to w końcu. Po egzaminie we wtorek. Przez wakacje czeka mnie dużo roboty, związanej z Kołem i z mą pracą licencjacką. Praktyki na szczęście mam w miejscu, w którym powinnam się wiele nauczyć (PCR, RT-PCR, elektroforeza <3), międzyczasie pisząc projekt wyjazdu do Pragi.
A za jakiś miesiąc się okaże jaką drogę życiową mam obrać. W głowie mam plany awaryjne w razie kolejnego niepowodzenia. Już starczy poprawiania matury. Chyba, że zabraknie mi niewiele (1-3 pkt). Jeśli więcej – żegnaj medycyno! Witaj alternatywo!
Travail sur le terrain, je demande à nouveau (zajęcia terenowe, raz poproszę)
19 Maj 2012
Nareszcie po terenówkach. Nieźle spiekło mnie słonko i teraz chodzę z czerwoną twarzą niczym żul spod sklepu (mimo używania filtru 50). Połapaliśmy sporo żab, kumaków, zaskrońców, niestety tylko jedną jaszczurkę, kilka kijanek żab, traszki i jedną salamandrę. Atmosferę podgrzewał nasz prowadzący, sypiący co chwilę jakimiś żarcikami czy anegdotkami i czuło wyrażający się o swoim koledze. Na poniedziałek muszę napisać sprawozdanie z wyprawy, łącznie z metodami oznaczania wyżej wymienionych stworzeń. A nasz prof bardzo ubolewał, że nie znaleźliśmy żadnej żmijki zygzakowatej.
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to są jedne z lepszych zajęć na tych studiach. Można się wiele nauczyć, trochę pozwiedzać. A miło jest idąc po górach (i nie tylko) wiedzieć koło jakieś rośliny się przechodzi, co się mija na drodze i do czego to „wszystko służy”. W przyszłym roku mam zamiar poznać lepiej faunę ptaków i zapisać się na kurs dotyczący ich rozpoznawania (kolejne terenówki <3) – bowiem, będąc wczoraj nad jeziorkiem sporo tego latało, a mnie udało się jedynie rozpoznać bociana czarnego i białego oraz jednego wróbla. Idąc z naszym prowadzącym zdumiewał nas swoją wiedza dotyczącą ptaków (udawał ich odgłosy, mówił wiele o ich biologii). W tym roku czekają mnie jeszcze dwa tygodnie terenówek z zoologii, po których (mam nadzieję) będę w stanie mniej więcej je rozpoznawać.
Do sesji zostało niewiele czasu i trzeba się w końcu wziąć za robotę. Na szczęście harmonogram sesji jest o niebie lepiej rozłożony niż w semestrze poprzednim, bowiem nie mam egzaminów dzień po dniu.
Odnosząc się do poprzedniej notki i komentarza Straightshooter’a: może Twoi znajomi są zdolniejsi ode mnie, może więcej poświęcali czasu maturze, a może po prostu mieli więcej szczęścia. Nie oceniaj mnie (mówiąc, że mi jednak aż tak bardzo nie zależy, jak jojczę), nie znasz mnie. A zależy mi o wiele bardziej, niż myślisz. Na medycynie z tego co się orientuję, macie o wiele mniej zajęć i mimo ogromu nauki macie na nią więcej czasu. Ja też mam wysoką średnią na moich studiach, choć nie było o nią łatwo i nie idzie mi źle. Po prostu nie wychodzi. Tyle w temacie.
Après (już po)…
15 Maj 2012
I bynajmniej jestem zadowolona. Dzisiejsza chemia była dla mnie trudna, już wiem, że zrąbałam kilka zadań, więc nie nadgonię wczorajeszj biologii. Damn. Jestem za głupia na studia…
Est-ce la peine? (Czy warto było?)
10 Maj 2012
Postanowiłam iść za radą Nieufnego (BlogowaKrytyka) i zacząć pisać recenzje, dostępne pod adresem: http://literaturowo.blog.pl/ . Zdaję sobie sprawę, że pewnie wychodzi mi to z marnym skutkiem, ale może w końcu nauczę się je pisać. A będę miała co opisywać, bowiem otrzymałam te oto książki w ramach postarzenia się:
Trzy mam już za sobą (oczywiście zaczęłam od „Ręki mistrza”, niemniej recenzji na jej temat nie chcę pisać, by nie bezcześcić dzieła mego ulubionego pisarza) i teraz mam dylemat, którą zacząć. Korci mnie „Gra o tron”, ale chyba zacznę „Las Ethon i duchy przeszłości”.
Zrobiło mi się wczoraj ciepło na sercu, gdy moja lekarka serdecznie mnie uściskała i życzyła powodzenia na maturze w poniedziałek i wtorek. Zrobiłam chyba wszelkie możliwe matury, Witowskiego niestety nie udało mi się skończyć, a mówiąc szczerze mam już tej matury po dziurki w nosie i nie robię już nic. Koniec, finito, the end, finir. Co ma być, to będzie. Ja osobiście nie węszę sukcesu.
A tymczasem za pasem sesja i 8 egzaminów. W tym anatomia (welcome Mr Bochenek), zoologia (i przestarzałe książki plus „Vertebrate life”), histologia (Wheater i „Kompendium histologii” Cichockiego), ochrona środowiska (z „publikacjami” GUSu), ochrona przyrody ( z m.in. wykutą „Czerwoną księgą”), medical virology and epidemiology, bioterroryzm, angielski, wstęp do biotechnologii. Na szczęście omija mnie zdawanie egzaminu z fizyki! Nie boję się anatomii, nie boję się niczego tak bardzo jak ochrony środowiska i przyrody. Nie znoszę, nie lubię, nie chodziłam… Dobrze, że to egzamin na sam koniec sesji, może coś tam się nauczę
Po powrocie do Wielkiego Miasta z domu, po terenówkach 18 i 19, zaliczeniówce z zoologii w pn i prezentacji na seminarium z medical we wtorek biorę się za cokolwiek, bo nie będę się w stanie nauczyć się Bochenka w tydzień.
Matura to bzd-du-ra?
7 Maj 2012
Został równo tydzień do matury. Póki co nie stresuję się za bardzo, odsypiam intensywne ostatnie dni „długiego weekendu”, czytam, oglądam i nie robię nic produktywnego. Dzisiaj po powrocie z zajęć (czyli godzinę temu) zasiadłam z zapałem do Witowskiego, ale widać jak to się skończyło :} Dostałam na urodziny 13 (!) książek, więc w najbliższym czasie mam co robić :} W sobotę z Lubym i kumplem byliśmy na mega długim spacerze, który zaowocował zrobieniem kilkuset zdjęć (w końcu odkurzyłam mój aparat!):
A tymczasem wspominając śliczną, słoneczną i ciepłą pogodę idę coś jednak ruszyć tego Witowskiego.
Pour réaliser les rêves? (Realizować marzenia?)
30 Kwiecień 2012
Czacha (pokazana na zdjęciu obok) nawiązuje do dzisiejszego zaliczenia z anatomii. Poza tym, że zapomniałam przyczepów mięśni to napisałam wszystko i mam nadzieję, że zaowocuje to wpisem 4.0 w systemie USOS.
Porozumiałam się z mą promotorką odnośnie tematu pracy licencjackiej i chyba jako jedyna na zakładzie będę miała pracę badawczą (co niezmiernie mnie cieszy), dotyczącą atrakcyjności. Jest to właściwie coś, czym zajmuje się w Kole Naukowym, więc możliwe, że będę mogła sobie podpiąć wyniki kołowych badań pod swą pracę, robiąc przy okazji z tego publikację. Niedługo mam otrzymać materiały, by zacząć je sobie opracowywać, by stworzyć bazę danych i nauczyć się porządnie statystyki (nie sądziłam, że to aż tak mi się przyda).
Tymczasem oczywiście szał przedmaturalny pomieszany z nauką na zoologię i virusology, choć muszę przyznać, że na „weekend majowy” (którego de facto nie mam) zajmę się tylko i wyłącznie maturą, mimo że nie bardzo węszę sukces i znowu mam milion pomysłów na minutę, które w sumie nie obejmują medycyny (czyżbym sama nie wiedziała czego chcę?).
Zaczęłam się (ponownie) zastanawiać nad sensem zmiany studiów, szczególnie zważywszy na fakt, że mogę robić dwie magisterki równocześnie (nasza cudowna Alma Mater daję nam taką możliwość), co jest doskonałym rozwiązaniem w mej sytuacji. Nie muszę zdawać na nowe studia (jako II kierunek), a jedynie muszę skończyć licencjat (po którym automatycznie „dostaję się” na magisterkę z Antropologii) i zdać egzamin, na podstawie którego mogą mnie przyjąć na drugą magisterkę (na sąsiednim wydziale). Nie wiem czy takie rozwiązanie nie jest lepsze od hipotetycznej zmiany studiów. Ale mimo wszystko do matury podejdę, zobaczę czy w ogóle uda mi się ją poprawić, a 30 czerwca zadecyduję o przyszłości, która – mam nadzieję – będzie otwarta i nie będę zmuszona tylko do jednej drogi – pozostania tu, gdzie jestem.
Pobawiłam się trochę opcjami bloga i umieściłam na pasku kategorię, związaną z obecnie czytaną książką. Być może uda mi się nakłonić samą siebie do (na)pisania recenzji. Stworzyłam także kategorie wpisów. Resztą „bajerów” zajmę się w przypływie wolnej chwili i weny.
Dzisiaj króluje utwór mego ulubionego zespołu: http://www.youtube.com/watch?v=Q1QKbgN1W7k
Lenistwo nie popłaca, oj nie.
15 Kwiecień 2012
Od trzech dni siedzę nad prezentacjami, które de facto zrobić miałam przez święta. Ale przez święta właściwie nie ruszyłam NIC (nie no – strony tytułowe zrobiłam
). W pt udało mi się zrobić antropologiczną, od wczoraj siedzę i męczę bioterroryzm na przemian z zoologią. Temat jest bardzo fajny, informacji jest bardzo dużo i to stanowi główny problem, bo mam się zmieścić w 30 minutach by opowiedzieć o wszystkim. Nie chcę nawijać jak katarynka, a że jestem pod takimi względami perfekcjonistką to wszystko w prezentacji musi grać (między innymi dlatego mi to tak długo schodzi). Niby przyjęte jest (na konferencjach itd), że powinien być w ciągu minuty 1 slajd. Ja póki co mam tych slajdów 15, a to dopiero jest początek…
I tak siedzę i się zastanawiam czy to zamieszczać, czy to jest na tyle ważne, ale dlaczego mam to zamieścić/powiedzieć przy tym a nie przy reszcie. Na domiar złego straszliwie chce mi się spać, co znacznie spowalnia mą pracę. Mam nadzieję, że zdążę…
O powstawaniu gatunków.
6 Kwiecień 2012
Znalazłam w popularnym serwisie wykład naszego profesora z zoologii i ewolucjonizmu, dotyczący odrębności i powstawania gatunków –> http://www.youtube.com/watch?v=UKpJyP8Zlqk
Akurat na moim wydziale są mieszane wrażenia dotyczącego osoby Pana Profesora i Jego wykładów. Niemniej mnie się podobają :} Warto obejrzeć.
Tymczasem, od środy pochłonęłam 4 książki zakupione przed podróżą do domu i znowu nie mam co czytać = (
„[...]So much to question”
22 Marzec 2012
Pomiędzy ogarnianiem Bochenka (swoją drogą dobrze mi się to czyta), anatomii porównawczej kręgowców, anatomii ryb, opracowywaniem tematów z virusology i maturami, czytam (między zajęciami, w wannie, wieczorami przed pójściem spać) „Rozmowy z katem” pana Moczarskiego. Z każdą kolejną stroną zadziwia mnie relacja Gruppenfurhera (na polskie jednostki: generał dywizji – 2 po najwyższym stopniu wojskowym: generale), którą autor zapamiętał i spisał. Zadziwia mnie to, jak można tak manipulować ludźmi, jak można im przysłowiowo „wyprać mózg”. Czytałam wiele relacji z okresu przed/po/wojennego, ale ta mnie zadziwiająco szokuje. Szokuje mnie to z jakim spokojem i dumą(!) SS-Gruppenfurher opowiadał o eksterminacji Żydów, o ich „lekkiej pracy” przy budowie autostrady D4 Lwów – Stalino (dzisiaj Donieck), o jego przekonaniu (na prawdę świeym przekonaniu), że aryjczycy to rasa Panów, którą należy czcić i szanować.
„Jak wynikało ze zwierzeń Stroopa, nie uważał za stosowne, aby kiedykolwiek przeciwstawić się władzy.”
„[Stroop] – My nie jesteśmy zdolni do oporu wobec legalnej władzy. Władza jest święta.
[Moczarski] – Każda?
[Stroop] – Oczywiście. Każda.”
„[Stroop] – Szowinizm jest skondensowaną miłością do własnego narodu. Dobry Niemiec nie może nie być szowinistą.”
Długo jeszcze nie będę potrafiła się nadziwić jak można być tak poddanym władzy. Nigdy nie zrozumiem jak mogło do tego wszystkiego dojść…
„[...]Niezdarnie tańczyć na granicy…”
14 Marzec 2012
I bynajmniej chodzi o tańczenie na granicy zła (jak z „Leszka). Raczej chodzi o głupotę. Maj coraz bliżej, ja do matury prawie nic nie mam ruszone. Mam beznadziejny humor, związany z tą sprawą i znowu milion myśli na minutę i przez to jeszcze gorszy humor. Nie sądzę by mi się udało, nie węszę sukcesu i sobie wymyślam, co wtedy robić. Piszę licencjat na Zakładzie Antropologii, a jak. Magisterkę też już w sumie mam tam załatwioną. Doktorat to moje pomniejsze marzenie, ale i z tym problemu nie powinno być. Tylko jak sam docent (kierownik zakładu) stwierdził: doktorat? A i owszem, bardzo chętnie. Ale po doktoracie nie mamy miejsc pracy… I fajnie, bo mam „swój” temat, nie żałuję podjętych studiów (nie to co PK!), ale co po tym? Wykształcona biolog o specjalizacji antropologii. Biedronka? Czy może Tesco?
I zaczęło się moje kreatywne myślenie, a jakże! Opracowałam już plan, wielce prawdopodobny zresztą. 30 czerwca zobaczę nie poprawioną maturę i wtedy zdecyduję na który z wymyślonych przeze mnie kierunków [zdawać jako II kierunek (na szczęście na mojej Alma Mater rejestracja trwa bodajże do 7 lipca, więc można się IRKować już po wynikach)]. Inwencji twórczej stało się zadość i sobie wymyśliłam chyba z 10 kierunków. W tym trzy z „bio” na początku – biochemia, biofizyka, biotechnologia (na sąsiednim wydziale), trzy na wydziale nauk o zdrowiu – dietetyka, pielęgniarswto, oraz elektroradiologia, jeden na wydziale chemii (łatwo się domyślić jaki), jeden na wydziale fizyki – nanotechnologie. I się wyczerpała moja inwencja twórcza, a zaczęło się kreatywne myślenie. Co mi pomoże w pracy antropologa? Do czego jest mi najbliżej? I siedzi sobie taka głupia dziewczynka i siedzi. I myśli. I póki co jeszcze nic nie wymyśliła. I zamiast zająć się Bochenkiem, który leży przed nią, to duma i duma.
I czytając blog Erjoty ( =) ) zazdroszczę, że już niedługo kończy studia, na których zawsze chciałam się znaleźć, ale niestety moja inteligencja, spryt mi na to nie pozwalają. I jest to bynajmniej zła zazdrość. Życzę Mu (i innym moim „lekarskim” znajomym) jak najlepiej. by jak najlepiej zdali LEP i zrobili swoją wymarzoną speckę. A ja będę się poruszać w sferze marzeń, kopiąc materiał kostny i czytając blogi młodych, czasem zdesperowanych medyków. O!






