2009-11-06 20:12:27 >> Gorzej być nie może (chyba)... Do dzisiaj jeszcze wierzyłam, że może mi się uda skończyć ten rok z pozytywnym wynikiem, że może poprawię znacznie maturę i może dostanę się na UM. Ale dziś wszystko legło w gruzach. Pisaliśmy "egzamin" z matmy. Moja wiedza jest zerowa, jak mam sobie dalej poradzić, jak nie kumam całej tej matematyki, tych wszystkich, twierdzeń, dowodów itp rzeczy? Z chemii nie potrafię rozwiązać zadań zaliczeniowych, sposób rozwiązania to dla mnie czarna magia. Wszystko tu bazuje na wzorach, do których nie jestem przyzwyczajona. Fizyka. Kolejna porażka. Te walnięte sprawozdanie, kolokwia. Nie łapię się w tym wszystkim. Złapałam mega doła, a nie mogę się przytulić do Mojego M., bo musiałam zostać w Krakowie. Ja chcę do domu! =( Tagi: studia skomentuj(1) 2009-11-01 20:04:51 >> Wieczne memento mori. Dziś Dzień Wszystkich Świętych. Nie bardzo przepadam za tym dniem, bowiem uważam, że powinniśmy pamiętać o naszych bliskich zmarłych cały czas, nie tylko jeden, jedyny dzień w roku. Do tej pory nie odczuwałam boleści straty kogoś bliskiego, bo na te groby, na które do tej pory chodziłam, chodziłam "bo wypadało". Bo tu leżą siostry, których nigdy nie miałam okazji poznać i dziadek, który zmarł 36 lat temu. Jednak nie odczuwa się boleści po stracie osób, których się nie znało. Wiadomo, że cieszyłabym się mając jeszcze dwie siostry i drugiego dziadka. Ale nigdy nie znałam tych osób i są dla mnie tylko słowem, nie osobą. Niemniej jednak byłam dzisiaj na grobie przyjaciela. Nie wytrzymałam. Poleciały łzy. Znaliśmy się tyle lat, a On w tak głupi sposób odszedł z tego świata. Wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Nie mogę się pogodzić z myślą, że Jego już nie ma. I nie będzie. Wciąż odczuwam smutek, mimo iż to było prawie 2 lata temu... Przecież to nie powinno już tak bardzo boleć, a jednak. W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, jakie życie jest ulotne. Teraz jesteś, za chwilę może Cię nie być. Memento mori. Przejmujemy się tyloma błahymi sprawami, a zazwyczaj nie mamy czasu zastanowić się nad sobą, nad swoim życiem. Chwila refleksji, nie kosztuje dużo czasu, a można uniknąć wielu błędów, nieporozumień. Można żyć lepiej, póki śmierć nas nie dogoni. Generalnie nie słucham hip-hopu. Jednak ten kawałek jest mi bliski, bowiem jest prawdziwy. Towarzyszy mi na co dzień, ale dzisiaj jest szczególnie wyrazisty. Tagi: śmierć, refleksje skomentuj(1) 2009-10-24 17:32:53 >> Jak jest, a jak być powinno? Wiem jedno: Politechnika jest zdecydowanie NIE dla mnie! Brakuje mi biologii, mikrobiologii, biochemii. W kółko tylko fiza, matma. Fiza, matma. Fiza, matma. Nawet z chemii za bardzo nie ma się co uczyć. Większość roku skupia się na nauce matmy i fizyki, a to przecież miał być kierunek technologia CHEMICZNA, a nie matematyczno-fizyczna. Póki co, czuję się jak w jakimś cyrku. Liznęliśmy pochodne i całki, a na fizyce wykłady są prowadzone za pomocą wzorów opierających się na całkich i pochodnych. Labolatoria są dość fajne, niemniej jednak pisanie sprawozdań z fizyki już takie fajne nie jest. Ćwiczenia z fizyki. No cóż. Kto robi zajęcia na 7 rano? Do tej pory zrobiliśmy aż jedno zadanie na ćwiczeniach. Chciałabym zrezygnować, bo nie czuję się dobrze na tych studiach. Ale targają mną obawy, że jak zrezygnuję to pójdę do pracy, będę poprawiać maturę, nie poprawię jej (albo poprawię nieznacząco) nie dostanę się na medycynę i wtedy co? Kolejny rok w plecy? Przeglądałam dzisiaj kierunki bardziej mi bliskie. Mikrobiologia, biotechnologia, romanistyka. Żałuję, że nie spróbowałam, może byłabym bardziej zadowolona. Z drugiej strony może i bym się odważyła zrezygnować, ale spotyka się to z ogromnym protestem rodziny, której się wydaje, że na tych studiach to mi jest tak fajnie i przyjemnie. Otóż wcale tak nie jest. Męczę się. Płaczę. Nie chcę. W akademiku zaczynają się imprezy. Nie raz jak siedzę do 1-2 pisząc sprawozdanie, to później nie mogę zasnąć do 3-4, bo chłopacy na korytarzu się drą, jeżdżą na wózkach, albo dzwonią do drzwi. I niby na I. piętrze miało być spokojnie. Nie chcę wiedzieć, co się dzieje na wyższych piętrach. Już dawno nie zamieszczałam w moim kąciku muzycznym utworów aktualnie pasujących do nastroju. Ostatnio słucham radia, bowiem w pokoju mamy jeden laptop na trzy i jakoś tak wychodzi, że rzadko siedzę na kompiuterze. Nie znam nazw utworów często puszczanych w stacjach radiowych, stąd zamieszczam dwa utwory, których przed październikiem słuchałam bardzo często. Jak będę kiedyś przy kasie, to sobie kupię jej płytę. //edit: oto co znalazłam w sieci i co idealnie pasuje do mnie:
Tagi: studia, kącik muzyczny skomentuj(9) 2009-10-17 10:51:43 >> Kolejny tydzień minął...
.. co jakby nie było odbyło się szybko. Jeszcze przed chwilą
był poniedziałek. Dzisiaj już sobota. Siedzę sobie w ciepłym domu, na ulicach
nie ma śniegu, trochę wieje, ale i tak jest cieplej niż w Krakowie.
Wieczorami, jak juz zrobiłam, co miałam zrobić, uczę sie z biologii. Nadal jestem twarda w swoim postanowieniu, choć wczoraj Aga zdecydowanie odradziła mi medycynę. Nie poddam sie!
Tagi: matura, studia skomentuj(0) 2009-10-09 19:13:24 >> No i się zaczęło. Dziekan na oficjalnej inauguracji rozdał nam indeksy. Zostaliśmy pełnoprawnymi studentami. Jako, że nasz wydział jako ostatni miał inaugurację, stąd pierwsze zajęcia zaczęliśmy w środę. 7:15 fizyka na Podchorążych. Ćwiczenia i jakieś liczby zespolone, wykłady i pochodne, całki, różniczki i macierze, laborki i jakaś wredna, stara baba u której trzeba zdawać sprawozdania z laborek, ale tak naprawdę to nikt nie wie jak je napisać i o czym. Później wf, na którego biegliśmy z jęzorem, bowiem mieliśmy całe 15 minut, aby z Podchorążych dojechać na Kamienną. Na Wfie zajęcia prganizacyjne, muszę skądś wytrzasnąć zieloną koszulkę obojętnie o jakim odcieniu. Miałam ochotę zapisać się do AZS-u, ale mają treningi w czasie moich wykładów, więc odpada. Czwartek był dużo przyjemniejszym dniem, choć trochę zrobili nam na złość. Chyba trzeba się przyzwyczaić, że pirszorocznych traktuje się trochę z góry i wszyscy ich mają w dupie. Zaczęliśmy ćwiczeniami z matematyki z dość przyjemnym Jegomościem, który nas chce poza matematyką nauczyć poprawnej polszczyzny. Czekająć trzy godziny na wykład z technologii informacyjnej pozałatwiałyśmy z koleżanką z grupy kilka spraw, by wrócić i dowiedzieć się, że dzisiejszy wykład jest dla grup od 10-14. Teraz nie opłacało się nam jechać do domu/akademika, bowiem za kolejne 1.5 h odbył się wykład z matematyki z jakimś innym Jegomościem, który nie przedstawił się i wydawał się być taki jakiś "przymulony". Później miała być fizyka, ale na szczęście instytut fizyki o nas zapomniał i mieliśmy wolne po godzinie 15:30. Wróciwszy do akademika czułam się, jakby ktoś mnie ganiał cały dzień i kazał pracować fizycznie. Piątek. Najlepszy dzień na tych studiach. Laborki z technologii informacyjnej na 7 (muszę wstawać koło 5, by zdążyć), gdzie uprzejma Pani profesor stępień szura swoimi okularami po ekranie monitora, jak sprawdza jakąś pracę u jakiejś osoby na kompiuterze. Poziom szkoły podstawowej szczerze mówiąc. Tworzenie folderów, przenoszenie ich i kasowanie. Gdyby nie to, że ławki były niewygodne, to każdy chyba by usnął. Po TI nadeszła pora na ćwiczenia z matmy, które pod okiem Jegomościa W. minęły szybko i przyjemnie i grupa 18 mogła iść do domu/na piwo/do Galerii/biblioteki (* niepotrzebne skreślić). Generalnie czuję się jak na jakimś kierunku matematyczno-fizycznym, bowiem chemii nie miałam ani jednej, a póki co czeka mnie rendez-vous z całkami, różniczkami i macierzami. Międzyczasie staram się robić cokolwiek z biologii, jednak złożyłam deklarację maturalną, a to do czegoś obliguje. Co do miasta. Kraków jest piękny. Mam dobre połączenie z AOS na Polibudę, gorzej jest z fizyką na podchorążych, ale jesli się wyjedzie 1h wcześniej przed zajęciami, to daje się rade. Dużo klubów/pubów, w których nie miałam przyjemności być z powodu braku chęci i sił, ale może kiedyś sie wybiorę gdzieś po coś z kimś. Tagi: studia, fizyka, matematyka skomentuj(1) 2009-09-27 08:50:47 >> Szczęśliwej drogi już czas... No i stało się. Nadszedł ten dzień. Dzień wyjazdu. Początkowo nie mogłam się doczekać, kiedy wyjadę do Krakowa, kiedy poznam nowych ludzi i życie studenckie. Z czasem coraz to bardziej nie chciało mi się opuszczać rodzinnego miasta, mojej rodziny i przede wszystkim mojego M.! Za kilka godzin idę na pociąg i podobno jadę studiować. Co z tego studiowania wyjdzie? Nie mam zielonego pojęcia. Może wrócę szybciej, niż to ustawa przewiduje. W każdym bądź razie nadszedł czas rozstania, a ja nie lubię pożegnań. Wiem, że M. odprowadzi mnie na stację, a ja wolałabym zabrać Go ze sobą... Tagi: studia skomentuj(2) |